Uczta i głód: wiek ironii

„Pieniądze sumienia”, powszechnie znane jako „pomoc zagraniczna” nie mogą zniwelować szkód wyrządzanych krajom rozwijającym się przez politykę handlową i rolną państw uprzemysłowionych. Gdy miliony ludzi umierają z głodu w Afryce, nie jest niczym niezwykłym przeczytać o tonach żywności niszczonej lub magazynowanej w USA, Europie Zachodniej czy Japonii. Te raporty wydają się pochodzić z różnych planet: wyniszczony Trzeci Świat cierpi, gdy bogaty Pierwszy Świat pozbywa się nadmiaru żywności.

Niszczona żywność to nie tylko pozostałości ze stołówek szkolnych. Olbrzymie niszczenie żywności jest rezultatem oficjalnej polityki handlowej, stosowanym dla podnoszenia cen produktów rolnych.

Planowe marnotrawstwo

Niedawno japońscy urzędnicy ogłosili plany zniszczenia 8.600 ton kapusty poniżej „dopuszczalnych” poziomów. Mówi się, że urzędnicy zachodnioeuropejscy zmagazynowali „góry masła i jeziora mleka” z tych samych powodów. Urzędnicy amerykańscy zarządzili usuniecie z rynku kalifornijskiego 3,5 mld pomarańczy ( dwie piąte całej produkcji) w celu podniesienia cen.

Kalifornijski farmer, Carl Pescolido, zapłacił duże kary pieniężne, ponieważ zdecydował się rozdać dwa miliony pomarańczy biedocie z San Francisco, zamiast pozwolić, by zgniły na polu. Władze nie zawsze popierają dobroczynność, chyba, że pasuje do ich programów pomocy. Pomoc pod postacią dostaw żywności dla głodujących okupuje serwisy informacyjne, ale te marne sumy znaczą niewiele przy wielkich programach rządowych, które przede wszystkim stworzyły takie warunki biedy.

Co roku rządy krajów rozwiniętych wydają około 100 mld dolarów na subsydiowanie rolników. Przez ten długi czas te potężne dotacje dla rolników Pierwszego Świata mają wyniszczający wpływ na zdolność krajów Trzeciego Świata do rozwinięcia solidnych podstaw rolnictwa i do stania się samowystarczalnymi. Następuje to na dwa sposoby.

Zabronić handlu – dawać pomoc

By utrzymać wysokie ceny rodzimej żywności, kraje Pierwszego Świata zazwyczaj stosują jedną z tych technik (lub obie naraz):

1. Zakaz importu wielu produktów rolnych z krajów rozwijających się.

2. Wyrzucanie płodów rolnych za granicę pod pozorem pomocy zagranicznej.

Takie kierunki służą do przeszkadzania lub ruinowania inwestycji i produkcji rolnej tam, gdzie potrzeba ich najbardziej.

To nie przypadek, że gdy kraje rozwinięte ograniczają dostęp do swoich rynków, lubią jednocześnie pochwalić się pomaganiem swoim zdesperowanym sąsiadom hojnymi ładunkami z pomocą. Rząd Japonii wprowadza nowe powiązania z Azją Południowo-Wschodnią przez oferowanie pomocy gospodarczej, ale jednocześnie obcina import ryżu i mięsa kurzego. Władze USA wzmacniają swoich karaibskich sojuszników pomocą militarną i gospodarczą, ale zakazują importu cukru i pomidorów. Rządy państw Europy Zachodniej oferują podobne praktyki swoim byłym koloniom w Afryce.

To przerażająco niespójne zachowanie – zakazywanie handlu równocześnie z dawaniem pomocy – jest stale częścią tej samej polityki rolnej. Politycy, zwłaszcza w USA i Wspólnym Rynku, są zawsze w niezręcznej sytuacji konieczności pozbycia się olbrzymich ilości „nadwyżek” żywności, stworzonych przez politykę wewnętrzną. Trzeba to zrobić finezyjnie, więc te „nadwyżki” czy też dotowane plony nie dotrą do rodzimego konsumenta i nie obniżą krajowych cen żywności. Tak więc Amerykanie i Europejczycy muszą płacić za cukier pięć do siedmiu razy więcej, niż gdyby płacili na rynku światowym, a Japończycy muszą kupować krajowy ryż po cenie pięć do siedmiu razy większej od ceny ryżu, wytwarzanego przez farmerów w Tajlandii.

Ponieważ kraje Trzeciego Świata są powstrzymywane od sprzedawania tych produktów Pierwszemu Światu, nie mogą zarobić wystarczająco dużo walut wymienialnych, niezbędnych do spłacania pożyczek rozwojowych lub zakupu nawozów, ciągników, paliwa oraz szkoleń. Jako że okazje do własnych zysków są ograniczane, kraje rozwijające się pozostają wiecznie zależne od swoich dobroczyńców.

Wytwarzanie dotowanych plonów

W USA ta polityka rolna zaczęła się w 1929 r. Na mocy Ustawy o Stabilizacji Farm administracja Hoovera po raz pierwszy wykupiła i zmagazynowała ponad 9,3 mln m pszenicy, by zadowolić partie farmerskie.

Podczas Wielkiego Kryzysu, gdy głodni i bezrobotni ustawiali się w kolejkach po darmową zupę, administracja Roosevelta próbowała oszczędzać na plonach, zaorywać miliony akrów bawełny, zabijać miliony świń i krów. Od zawsze była to rozwijająca się „kiełbasa wyborcza”. W 1983 r. subsydia rządu amerykańskiego wynosiły prawie tyle, ile dochód farm netto. W 1984 r. rządowi amerykańskiemu udało się wyłączyć spod uprawy 82 mln akrów najlepszej ziemi. Tak pozostawiono odłogiem 36% gruntów przeznaczonej pod kukurydzę, pszenicę, bawełnę, sorgo i ryż. Mimo tego, nowe dotacje ciągle przynosiły nowe nadwyżki.

Gdy Ministerstwo Rolnictwa (USDA) trzymało ziemię i towary z dala od rynku, różne agendy rządowe równocześnie zwiększały wydajność farm i otwierały dziewicze terytoria dla jeszcze bardziej dotowanego rolnictwa.

Dysponując pełnymi ciężarówkami pestycydów i nawozów, USDA prowadziło badania i programy szkoleniowe by pomóc farmerom w zwiększeniu plonów. Wewnętrzna Administracja Rolnicza zapewniała nisko oprocentowane pożyczki, a Kongres podpisał projekt ustawy o olbrzymich pracach irygacyjnych na pustyni. Ubezpieczenie od klęsk żywiołowych wręcz zachęcało do upraw na terenach narażonych na susze i powodzie.

Tak więc kłopotliwe nadwyżki nadal rosły. Była jednak ostatnia opcja pozbycia się dotowanych plonów. To, czego nie można było zmagazynować lub zniszczyć, można było wysłać za granicę.

To, co pomaga farmerom krajowym, może zaszkodzić farmerom zagranicznym

Program „Żywność dla Pokoju” został wprowadzony w latach 50. dla pozbycia się niechcianej nadwyżki produktów rolnych, stworzenia nowych rynków zbytu dla produktów amerykańskich i dla finansowania popieranych reżimów w Trzecim Świecie. Dość dziwnie się złożyło, że ta „żywność dla pokoju” obejmowała też tytoń wartości wielu milionów dolarów. Logika podpowiada, że jeśli amerykańscy farmerzy czerpią korzyści, gdy rząd amerykański kupuje ich plony, wtedy drobni, marginalni rolnicy w krajach rozwijających się mogą zostać zrujnowani, gdy te plony będą przerzucone na rynki Trzeciego Świata. W raporcie brytyjskiego magazynu ” The Economist” (2 lutego 1985 r.) napisano „te zrzuty pozwoliły krótkowzrocznym rządom na utrzymywanie cen żywności dla mieszkańców miast na tak niskim poziomie, że krajowi rolnicy zostali zrujnowani, a zależność od importowanej żywności stała się hamulcem rozwoju”.

Farmerzy w wielu krajach Trzeciego Świata nie zawsze mają siłę taką, jak farmerzy w krajach rozwiniętych. Wiele reżimów Trzeciego Świata razem z niektórymi międzynarodowymi organizacjami i lobby politycznymi, zawdzięcza swoje istnienie bardziej programom pomocy niż poparciu miejscowej ludności.

Autokratyczni władcy mogą łatwiej utrzymywać się przy władzy, gdy istnieje obfitość bogactw, które można rozdzielać miedzy skorumpowanymi pośrednikami władzy. W tym znaczeniu pomoc zagraniczna jest raczej opóźniaczem rozwoju. Przez dekady trwania programów Wschodu i Zachodu, Etiopia stała się tego akademickim przykładem.

Ocenianie zainteresowania państwa biednymi krajami przez sprawdzanie rocznego wzrostu przekazywanej pomocy zagranicznej, jak robi to wielu analityków, jest po prostu niewystarczające. Jak ujawnia to Thomas Sowell w swojej książce „Ekonomia i polityka rasowa”, Tanzania otrzymała więcej pomocy zagranicznej na 1 mieszkańca niż jakikolwiek inny kraj, ale jej produkcja na jednego pracownika zmniejszyła się o 50% w ciągu dziesięciu lat, o ona z eksportera kukurydzy zmieniła się w importera. Tak naprawdę w całej Afryce produkcja żywności obniżyła się w ciągu ostatnich 10 lat pomimo kontynuowanych programów pomocy żywnościowej.

Dopasować praktykę do idei

Japonia, Europa Zachodnia i Stany Zjednoczone mają do zaoferowania Światu więcej niż restrykcyjne bariery handlowe i stały zwyczaj chronienia krajowego rolnictwa za wszelką cenę. Kraje Pierwszego Świata wiedzą z własnej historii, że potencjał eksportowy jest ważny dla rozwijających się gospodarek. Mogą wywołać większe inwestycje i wzrost w Trzecim Świecie po prostu przez postępowanie zgodnie ze swoimi ciągle głoszonymi ideami wolnego handlu.

Obywatele krajów Pierwszego Świata powinni być dumni z tego, że mogą wyżywić wyniszczony Trzeci Świat i dużą część komunistycznego Drugiego Świata, ale muszą być świadomi tego, że ta obfitość nie jest następstwem siły konkurencyjnej sektora rolnego w takim stopniu, jak przedsiębiorstw, pracowników, klientów, podatników , którzy muszą ponosić ciężar subsydiów i wysokich cen. To jest świadectwem niewłaściwego rozmieszczenia zasobów i straconej produktywności zarówno po stronie krajów rozwiniętych, jak i nierozwiniętych. W rezultacie cierpią biedni we wszystkich krajach w Pierwszym i Trzecim Świecie.

Czas, by Stany Zjednoczone, Europa Zachodnia i Japonia opracowały lepszy, bardziej spójny model do naśladowania dla Trzeciego Świata.

Ken Schoolland, profesor zarządzania i ekonomii w Hawaii Loa College, były ekonomista Komisji Handlu Międzynarodowego Stanów Zjednoczonych i specjalny doradca w Białym Domu. Jest członkiem Rady Dyrektorów ISIL.