Wielu ludzi uważa, że prywatne przedsiębiorstwa oraz indywidualne osoby działają w sposób krótkowzroczny i są zainteresowane tylko bezpośrednimi zyskami. Sadzą oni, że nie można powierzyć prywatnemu sektorowi ochrony zasobów naturalnych dla przyszłych pokoleń. W ich mniemaniu jedynie rząd jest organizmem niezależnym i na tyle obiektywnym, by przedłożyć długofalową ochronę zasobów naturalnych nad doraźne zyski z ich eksploatacji.

Pogląd powyższy tłumaczy utworzenie na początku XX wieku Zarządu Lasów Stanów Zjednoczonych. Wobec postępującego wyrębu lasów przez ich prywatnych posiadaczy ludzie wpływowi, włączając prezydenta Teodora Roosvelta, zaczęli się obawiać „głodu drewna”. Zarząd Lasów miał zatem być publiczną agencją, która zarządzałaby lasami państwowymi „długofalowo”. Później w latach 30-tych, Harold Hotelling, wybitny ekonomista zajmujący się zasobami naturalnymi, ostrzegał, iż światowe zasoby naturalne będą się kurczyć za względu na korzyści osobiste eksploatujących je i apelował o rządową kontrole ich wykorzystania.

Wskazane wyżej poglądy są błędne z następujących powodów: po pierwsze – prywatne przedsiębiorstwa oraz jednostki działają w sposób bardziej dalekowzroczny, niż wielu ludzi sądzi, i po drugie – to właśnie rządy postępują w sposób krótkowzroczny.

Natura własności prywatnej zmusza przedsiębiorstwa i jednostki do wzięcia pod uwagę przyszłości. Jeśli będą one skoncentrowane jedynie na własnym interesie, jak to zakładają teorie ekonomiczne, będą korzystać ze swojej własności w celu zdobycia większego bogactwa dla siebie. Skoro wartość własności dzisiaj zależy od przyszłych zysków z tej własności, działania redukujące te przyszłe zyski obniżają jej aktualna wartość. Zatem właściciele, którzy pragną zwielokrotnić swój majątek, są zainteresowani takim zabezpieczeniem zasobów, by nadal w przyszłości przynosiły one zyski. Ogólnie mówiąc prowadzi to do dobrego zarządzania.

Taki bodziec do właściwego zarządzania istnieje nawet w przypadku majątku przedsiębiorstw zarządzanych przez osoby kierujące się doraźnymi celami (takie, które nie spodziewają się, że będą jeszcze pełniły swoja funkcję, kiedy ich decyzje przyniosą zyski). Aktualnie ceny akcji przedsiębiorstw odzwierciedlają wiedzę dostępną ludziom na rynku. Akcjonariusze pragnący zwiększyć swój majątek włączają informację o przyszłych skutkach decyzji w cenę, jaka chcą płacić za akcje przedsiębiorstwa. jeśli okaże się, że działania zbiorowe powiększają przyszłą wartość firmy, cena akcji wzrośnie; jeśli działania zredukują spodziewaną wartość, ceny spadną.

Wprawdzie akcjonariusze zwykle pragną zachować wartość swojego majątku, niemniej jakieś osoby czy przedsiębiorstwa mogą wybrać konsumpcję swoich zasobów teraz, nawet jeśli to oznacza redukowanie wartości ich majątku. Rynek dopuszcza też istnienie innych osób, które nie zgadzają się na takie doraźne konsumowanie – jeśli ktoś myśli, że jakiś rodzaj zasobów naturalnych (powiedzmy las czy kopalnia miedzi) będzie miał większą wartość w przyszłości, może go kupić, by zachować jako bogactwo naturalne (albo zainwestować w nie, by przyniosło więcej w przyszłości). Historycznie rzecz ujmując działania tego typu prowadzące do ochrony czy inwestycji przyniosły dobre rezultaty. O ile wiemy, żadne nieodnawialne bogactwo naturalne nigdy tak naprawdę nie zniknęło. Wręcz przeciwnie, inwestycje w ochronę i nowe zasoby obniżyły ceny większości kopalin (po uwzględnieniu inflacji).

Ci, którzy inwestują w zachowanie zasobów na przyszłość, to często spekulanci. Działają oni „dla przyszłości” w sposób podobny do tego, w jaki pośrednicy kupujący owoce i warzywa na Florydzie i dostarczający je do Nowej Anglii, działają na rzecz mieszkańców Nowej Anglii. Natomiast w odróżnieniu od sektora prywatnego, w którym rynek i wartość zainwestowanego kapitału wymuszają troskę o przyszłość, urzędnicy państwowi zwykle nie otrzymują żadnych sygnałów z rynku co do tego, jak ich decyzje wpływają na przyszłość i mają bardzo słaba motywację, by kierować się wpływem swoich działań na krytykę w przyszłości. Jakiekolwiek altruistyczne uczucia mogliby oni żywić wobec przyszłych pokoleń, giną one zwykle pod naporem aktualnych politycznych realiów.

Dla polityków perspektywa ponownych wyborów jest tak silnym bodźcem, że ich horyzont obejmuje czasowo dwa albo cztery najbliższe lata. By zachować swoje stanowisko, politycy muszą myśleć o nagradzaniu swoich wyborców teraz. W przeciwnym razie uprzedzą ich konkurenci. Wyborcy i politycy przeciwnie niż inwestorzy na rynku, nie mają do dyspozycji żadnych zmian w cenach rynkowych jako sygnałów o przyszłych zyskach i kosztach aktualnych działań. Ponieważ ich osobisty majątek nie jest zagrożony, brak im podstaw, by analizować swoje decyzje pod katem ich potencjalnego oddziaływania. Jeśli zasoby naturalne, które państwo posiada, nie podlegają transakcjom handlowym na rynku, rzadko zna się ich wartość kapitałową. Kiedy z kolei rządy „wspierają przyszłość”, redukując wartość majątku narodowego powierzonego ich pieczy, generalnie nikt nie potrafi sensownie ocenić korzyści i strat.

Czyż wyborcy nie potrafią patrzyć w przyszłość? Owszem, ale też na pewno nie śledzą dokładnie działań polityków. Wyborcy jako grupa kontrolują rząd, niemniej w czasie wyborów indywidualny głos nigdy nie jest decydującym. Wyborca, który dokładnie rozważy sprawy, nie będzie w stanie wpłynąć na wynik wyborów. Jest zmuszony dzielić koszty (ale i zyski) rozstrzygnięć w konsekwencji głosowania grupowego. A skoro wyborca nie może rozstrzygać o wyborze, jego motywacja do szukania dokładnych informacji jest słaba. W interesie wyborcy bardziej leży dokładne badanie i ważenie decyzji jak kupić samochód, niż na jakiego kandydata głosować, jako że indywidualna decyzja dotycząca marki samochodu jest zawsze rozstrzygająca. zatem wyborcy pozostają w dużo większej niewiedzy co do rządu, niż co do decyzji, które dotyczą ich własnego majątku. Dlatego preferuje się posunięcia polityczne dające krótkoterminowe widoczne korzyści, nawet jeśli ich przyszłe koszty są wysokie.

Jednym ze znaków wynikającej stąd krótkowzroczności rządu jest lichy stan większość naszej narodowej infrastruktury: dróg, mostów, kolei i systemów wodnych. Ten lichy stan jest ogólnie znany. Na przykład George Peterson z Instytutu Urbanistyki wskazuje, że „jeśli urzędnicy państwowi wybierają pomiędzy ograniczaniem utrzymania i konserwacji infrastruktury a ograniczaniem aktualnych usług, albo pomiędzy obcinaniem wydatków na infrastrukturę a zwalnianiem pracowników państwowych, to ich podejście zawiera w sobie nastawienie wymierzone przeciwko ochronie kapitału”. Autor wykazuje, iż konsekwencje zaniedbań utrzymywania infrastruktury mogą się nie ujawniać przez cztery czy sześć lat, co „w polityce oznacza całe życie”.

Innym przykładem wadliwych działań rządu, jeśli chodzi o zabezpieczenie przyszłych pokoleń, jest tendencja rządów do płacenia ogromnej części płac robotników sektora państwowego z funduszy emerytalnych, czyli kosztów, które są przenoszone na przyszłych wyborców. Prywatne fundusze emerytalne, są dużo lepiej zabezpieczone, po części dlatego, że akcje towarzystw ubezpieczeniowych, maja swoje kursy giełdowe odbijające stan finansowy instytucji.

Jeśli chodzi o zachowanie zasobów naturalnych, sprawa wygląda tak samo. Chociaż może się wydawać, że rząd chroni naturalne środowisko dla przyszłości, tak jak w 1964 roku, kiedy to Kongres uchwalił Akt o Przyrodzie – to właściwie reaguje on tylko na silne żądania aktualnych politycznych grup nacisku. Kiedy przyjrzymy się poczynaniom rządu mającym na celu gospodarowanie ziemią lub jej ochronę, stwierdzamy, że sprawy ochrony są odłożone na bok, a nawet czasem zupełnie ignorowane. Troska o przyszłe pokolenia często znajduje się na dole listy priorytetów, ponieważ rząd kontrolowany jest w istocie przez aktualne realia polityczne.