Na rynku nie zakłócanym siłami zewnętrznymi, proces przekazywania kontroli nad czynnikami produkcji w ręce najbardziej uzdolnionych ludzi nigdy nie ustaje. Gdy tylko przedsiębiorca lub firma zacznie zmniejszać swe wysiłki jak najlepszego zaspokajania pilnych i jeszcze niedostatecznie zaspokojonych potrzeb konsumenta, następuje zmniejszenie się majątku nagromadzonego uprzednio owocną działalnością. Często zaczyna to mieć miejsce jeszcze za życia przedsiębiorcy, kiedy jego optymizm, energia i zaradność słabną z powodu wieku, zmęczenia i choroby, a zdolność dostosowywania działalności przedsiębiorczej do nieustannie zmieniającej się struktury rynku wygasa. Częściej jednak jest to lenistwo jego spadkobierców, które powoduje roztrwonienie spadku. Jeżeli ospałe i bierne potomstwo właściciela nie straci dobytku i pomimo swojej niekompetencji pozostanie przy pieniądzach, to zawdzięcza to instytucjom i względom politycznym podyktowanym tendencjami antykapitalistycznymi, praktycznie bowiem spadkobiercy ci wycofują się z rynku, gdzie nie ma sposobu zachowania nabytego majątku inaczej niż przez zdobywanie go co dzień od nowa w ostrej konkurencji z innymi firmami tej branży. Spadkobiercy ci chronią się pod skrzydłami państwa (kupując np. państwowe obligacje), państwa, które obiecuje ich ustrzec przed niebezpieczeństwem rynku, na którym straty są karą za nieudolność.

Istnieją jednakże rodziny, w których wybitne zdolności wymagane do prowadzenia przedsiębiorstwa powtarzają się w kolejnych generacjach. jeden, z dwóch synów, wnuków, lub nawet prawnuków może być w swych zdolnościach równy przodkom. Majątek zdobyty przez przodków nie jest wówczas trwoniony, lecz coraz bardziej powiększany.

Te przypadki oczywiście nie są zbyt częste, ale zwracają na siebie uwagę nie tylko z powodu rzadkości, ale także z racji, że ludzie, którzy umieją powiększać odziedziczone przedsiębiorstwo cieszą się podwójnym prestiżem; szacunkiem okazywanym im ojcom, a teraz im samym. Tacy patrycjusze, jak czasami nazywają ich ludzie nieświadomi różnicy miedzy społeczeństwem stanowym a społeczeństwem kapitalistycznym, w opinii większości łączą w sobie wychowanie, delikatny smak i eleganckie maniery ze zdolnościami i umiejętnościami ciężko pracującego handlowca czy przemysłowca. I niektórzy z nich należą do przedsiębiorców najbogatszych w kraju, a nawet na świecie.

Musimy się tu zająć środowiskiem tych najbogatszych spośród tzw. rodzin patrycjuszowskich, celem objaśnienia zjawiska odgrywającego poważną rolę we współczesnej propagandzie i w intrygach antykapitalistycznych.

Nawet w tych szczęśliwych rodzinach kwalifikacje wymagane dla pomyślnego prowadzenia interesów nie są dziedziczone przez wszystkich synów i wnuków. Z zasady tylko jeden, najwyżej dwóch, z każdej generacji jest nim obdarzony. Jest wówczas istotnym dla zachowania majętności i interesów rodziny aby prowadzenie spraw było powierzone jednemu czy dwóm i aby pozostali członkowie rodziny zostali przesunięci jedynie do roli odbiorców pewnej części zysków. Metody ustanawiania takich podziałów rodzinnych są różne w różnych krajach, zależnie od odnośnych przepisów państwowych lub lokalnych. Wynik jednakże jest ten sam. Dzielą one rodziny na dwie kategorie członków, na tych którzy bezpośrednio zajmują się interesami, i których proponuję nazwać „szefami”, i na tych, którzy się interesami nie zajmują; tych ostatnich proponuję nazwać „kuzynami”.

Druga kategoria z zasady skład się z ludzi ściśle spokrewnionych lub spowinowaconych z tymi z pierwszej kategorii. Są to bracia, kuzyni, bratankowie, siostrzeńcy szefów, a częściej siostry, owdowiałe bratowe, kuzynki, bratanice, siostrzenice itd.

„Kuzyni” czerpią swoje dochody z firm lub korporacji. Ale obce jest im życie przedsiębiorstw i nie wiedza nic o problemach jakim przedsiębiorca musi sprostać. Uczęszczali do modnych szkół i uniwersytetów, których atmosfera przepełniona była wyniosłym lekceważeniem dla „robienia” pieniędzy. Niektórzy z nich spędzają czas w nocnych klubach i innych miejscach rozrywki, grają w karty i uprawiają hazard, lubią widowiska, biesiady, hulanki i oddają się rozpuście. Inni amatorsko zajmują się malarstwem, pisaniem lub innymi sztukami. Większość z nich jest gnuśnymi i nieużytecznymi dla społeczeństwa ludźmi.

Prawdą jest, że były i są wyjątki, i że osiągnięcia tych wyjątkowych członków grupy kuzynów w znacznym stopniu przeważały nad skandalami wywołanymi przez prowokacyjnie zachowujących się playboyów i rozrzutników. Wielu ze znanych autorów, uczonych i polityków było takimi „ludźmi bez określonego zajęcia”. Wolni od konieczności zarabiania zawodowo na życie i niezależni od łaski fanatyków stali się pionierami nowych idei. Inni, sami nie posiadając inspiracji twórczej, stali się mecenasami artystów, którzy bez środków finansowych i bez uzyskanej aprobaty nie byliby w stanie zrealizować swej twórczości. Rola jaką bogaci ludzie odegrali w intelektualnym i politycznym rozwoju Wielkiej Brytanii podkreślana była przez wielu historyków. Środowisko, w którym pisarze i artyści dziewiętnastowiecznej Francji żyli i znajdowali poparcie było zawężone do tzw. „dobrego towarzystwa” – le monde. Jednakże nie rozważamy tu ani grzechów playboyów ani doskonałości drugiej grupy majętnych jednostek. Naszym tematem jest udział jaki specjalna grupa „kuzynów” wzięła w szerzeniu doktryn mających na celu zniszczenie ekonomii rynkowej.

Wielu „kuzynów” wierzy, że zostali oni pokrzywdzeni przez układy regulujące ich finansowe związki z „szefami” i rodzinną firmą. Obojętne czy owe układy ustalone zostały testamentem ojca lub dziadka, czy umową, którą sami podpisali; uważają, że otrzymują za mało a szefowie za dużo. Nie znając natury przedsiębiorstw i rynku są oni – podobnie jak Marks – przekonani, że kapitał automatycznie przynosi zysk. Nie widzą żadnego powodu, dla którego ci członkowie rodziny, którzy są odpowiedzialni za prowadzenie interesów powinni zarabiać więcej niż oni. Niezdolni do właściwej oceny znaczenia bilansu zysku i strat dopatrują się w każdym akcie „szefów” wrogiego zamiaru oszukania i odsunięcia od praw wynikających z racji urodzenia. kłócą się z szefami nieustannie.

Nie jest więc dziwne, że szefowie zostają wyprowadzeni z równowagi. Są oni dumni ze swoich osiągnięć w przezwyciężaniu przeszkód stawianych działalności dużego przedsiębiorstwa przez państwo i związki zawodowe. Czują się w pełni świadomi faktu, że mimo ich zapału i wybitnych umiejętności firma może upaść, lub rodzina może doprowadzić do jej sprzedaży. Wierzą oni, że kuzyni powinni sprawiedliwie oceniać ich zasługi, zamiast skarżyć się i narzekać w sposób bezczelny i oburzający.

Rodzinna wojna między szefami a kuzynami dotyczy tylko członków klanu, ale staje się ona bardzo istotna kiedy kuzyni dla dokuczenia szefom zaczynają przynależeć do antykapitalistycznego obozu i udzielają funduszy na różnego rodzaju „postępowe” cele. Kuzyni tacy są często entuzjastami popierania strajków, i to nawet strajków w fabrykach z których pobierają zyski. Dobrze znany jest fakt, że większość „postępowych” periodyków i wiele „postępowych” gazet prawie całkowicie zależy od hojnie w ten sposób przyznawanych im funduszy. Kuzyni ci czynią zapisy „postępowym” uczelniom, uniwersytetom i instytucjom na cele „społecznych badań” i popierają różnego rodzaju działania partii komunistycznej. Jako kawiarniani socjaliści i „salonowi bolszewicy” grają oni ważną rolę w „proletariackiej armii walczącej przeciwko złowrogiemu systemowi kapitalistycznemu”.

Reklamy