Najzagorzalszymi krytykami kapitalizmu są ci, którzy odrzucają go z powodu rzekomej niesprawiedliwości. Nic nie kosztuje opisywanie tego co powinno być, a co nie jest z racji sprzeczności z niezmiennymi prawami świata rzeczywistego. Takie marzenia mogą być uważane za nieszkodliwe tak długo, jak długo zostają majaczeniami. Lecz gdy ci, którzy je przeżywają zaczynają zapominać o różnicy między fantazją a rzeczywistością, stają się najpoważniejszą przeszkodą dla ludzkich wysiłków i dążeń do dobrobytu.

Najgorszymi z takich złudzeń są pomysły, że „natura” nadała każdemu człowiekowi pewne prawa. Zgodnie z tą doktryną natura jest równie hojna dla każdego nowonarodzonego. Jest pełno wszystkiego dla każdego. W związku z tym każdy ma niezaprzeczalne prawo w stosunku do innych ludzi i społeczeństwa, do otrzymania pewnej części tego, co natura mu przydzieliła. Odwieczne prawa naturalnej i boskiej sprawiedliwości wymagają, aby nikt nie przywłaszczał sobie tego, co prawnie należy do innych ludzi. Biedni są w potrzebie tylko dlatego, że niesprawiedliwi ludzie pozbawili ich praw przyrodzonych. Jest zadaniem kościoła i władz świeckich zapobieganie takiemu ograbianiu i zapewnienie dobrobytu każdemu człowiekowi.

Doktryna ta jest całkowicie mylna. Natura nie jest hojna lecz skąpa. Ograniczyła zaopatrzenie we wszystkie rzeczy konieczne do utrzymania przy życiu. Zaludniła świat zwierzętami i roślinami, które często zagrażają ludzkiemu życiu i dobrobytowi. Objawia siły i żywioły, których działalność szkodzi ludzkim wysiłkom i życiu. Przetrwanie i dobrobyt człowieka są wynikiem jego umiejętności i zdolności w używaniu głównego instrumentu, w który zaopatrzyła go natura czyli rozumu. Ludzie współpracując ze sobą w systemie podziału pracy stworzyli bogactwo, który marzyciele uważają za bezpłatny dar natury. Nonsensem jest powoływanie się na rzekomo naturalne lub boskie zasady sprawiedliwości w odniesieniu do ”rozdziału” tego bogactwa. Znaczenie ma nie przydział odpowiedniej porcji funduszu danego ludziom przez naturę, lecz raczej rozbudowa takich systemów i instytucji społecznych, które umożliwiają ludziom kontynuowanie i zwiększanie produkcji wszystkich potrzebnych im rzeczy.

Światowa Rada Kościołów, organizacja ekumeniczna Kościołów Protestanckich, oświadczyła w 1948 roku: „Sprawiedliwość wymaga np., aby mieszkańcy Azji i Afryki mogli korzystać z większej produkcji maszyn”. Ma to sens tylko wtedy, gdy się zakłada, że Bóg zaofiarował ludzkości określoną ilość maszyn i oczekuje, że zostaną one równo rozdzielone pomiędzy różne narody. Tymczasem kraje kapitalistyczne były na tyle złe, że zawładnęły większą niż nakazywałaby to „sprawiedliwość” częścią tego inwentarza maszyn i w ten sposób pozbawiły mieszkańców Azji i Afryki należnej im ilości. Co za wstyd!

Prawdą jest, że gromadzenie kapitału i jego inwestowanie w maszyny, które są źródłem stosunkowo dużej zamożności narodów zachodnich, jest spowodowane istnieniem kapitalizmu; kapitalizmu, który ten sam dokument Rady Kościołów z zawziętością i fałszywie opisuje i odrzuca z powodów moralnych. Nie jest winą kapitalistów, że Azjaci i Afrykanie nie przyjęli tych ideologii i sposobów ich postępowania, które uczyniłyby możliwym rozwój kapitalizmu autochtonicznego. Również nie jest winą kapitalistów, że polityka odnośnych krajów udaremniła wysiłki zagranicznych inwestorów dla stworzenia w tym kraju większej produkcji maszyn. Zasadniczo nikt tego nie kwestionuje, że setkom milionów ludzi w Afryce i Azji przynosi nędzę to, że trzymają się oni kurczowo prymitywnych metod produkcji i nie korzystają z dobrodziejstw, które stosowanie nowocześniejszych i lepszych technologii i środków wytwarzania mogłoby im przynieść. Jest jednak tylko jeden sposób ulżenia ich niedoli, a mianowicie całkowite przyjęcie przez te kraje kapitalizmu wolnorynkowego. To czego potrzebują, to prywatnej przedsiębiorczości, gromadzenia kapitałów, oraz powstania nowych kapitalistów i przedsiębiorców. Jest nonsensem winić kapitalizm i kapitalistyczne narody Zachodu za sytuację, jaką zacofani ludzie sami na siebie sprowadzają. Środkiem zaradczym nie jest „sprawiedliwość”, ale zastąpienie niewłaściwej polityki polityką zdrową, czyli polityką wolnorynkową.

To nie czcze rozprawy o niejasnym koncepcie sprawiedliwości społecznej podniosły, do obecnego poziomu, standard życiowy przeciętnego mieszkańca krajów kapitalistycznych, ale działalność ludzi określanych jako „jednostki bezwzględne” i „wyzyskiwacze”. Ubóstwo krajów zacofanych wynika z faktu, że ich polityka wywłaszczania, dyskryminacji podatkowej, ograniczeń dewizowych i kontroli handlu z zagranicą zapobiegają inwestycjom kapitału zagranicznego, podczas gdy ich polityka wewnętrzna nie pozwala na akumulację kapitału krajowego.

Wszyscy ci, którzy na gruncie moralności odrzucają system kapitalistyczny jako system niesprawiedliwy, oszukują samych siebie przez brak zrozumienia czym jest kapitał, jak powstaje, jak go się stosuje i jakie są korzyści wynikające z jego używania na cele procesów wytwórczych.

Jedynym źródłem powstawania dodatkowych środków produkcji jest oszczędzanie. Jeśli konsumuje się wszystkie dobra produkowane, nie tworzy się nowego kapitału; ale jeśli konsumpcja pozostaje w tyle za produkcją, a nadwyżka dóbr nowowyprodukowanych, ponad dobra skonsumowane, jest używana do dalszych celów wytwórczych, to procesy te są odtąd prowadzone przy pomocy zwiększonej ilości środków produkcji. Wszystkie środki produkcji są dobrami pośrednimi na drodze prowadzonej od pierwszego zastosowania wyjściowych czynników produkcji, takich jak surowce naturalne i ludzka praca, do oddawania gotowego produktu na rynek. Wszystkie środki produkcji są nietrwałe, wszystkie prędzej czy później, zużywają się w procesie, któremu służą. Jeśli wszystkie produkty gotowe zostaną zużyte, bez zastąpienia podstawowych środków wytwarzania, których używano w produkcji, nowymi środkami, kapitał zostanie wyczerpany. Jeśli to się stanie, dalsza wytwórczość będzie wspierana mniejszą ilością środków produkcji i dlatego będzie wykazywać mniejszą wydajność na jednostkę surowców i użytej pracy ludzkiej. Aby zapobiec tego rodzaju brakowi oszczędności należy przeznaczyć część wysiłku wytwórczego na produkowanie kapitału potrzebnego do wymiany środków produkcji pochłoniętych w wytwarzaniu dóbr użytkowych.

Kapitał nie jest prezentem od Boga lub natury. Jest wynikiem skrzętnego ograniczenia konsumpcji przez człowieka. Kapitał tworzy się i zwiększa przez oszczędzanie, a zachowuje się przez powstrzymywanie od zbędnej konsumpcji.

Ani kapitał, ani środki produkcji same w sobie nie mają mocy zwiększania wydajności surowców i ludzkiej pracy. Tylko gdy wyniki oszczędzania są mądrze wykorzystywane i inwestowane, zwiększają one wydajność na jednostkę surowca i ludzkiej pracy. W przeciwnym wypadku są one marnotrawione i tracone.

Akumulacja nowego kapitału i konserwacja poprzednio zakumulowanego oraz używanie kapitału dla celów zwiększenia wydajności ludzkiego wysiłku są owocami celowego ludzkiego działania. Są one wynikiem postępowania tych, którzy oszczędzają i wstrzymują się od wydawania pieniędzy: kapitalistów zarabiających procenty od samych funduszy i ludzi, którym udaje się gospodarować dostępnym kapitałem tak, że daje to największe zaspokojenie potrzeb rynku. Ludźmi takimi są przedsiębiorcy wytwarzający zyski.

Ani kapitał, ani postępowanie kapitalistów i przedsiębiorców, nie mogłoby polepszyć poziomu życia reszty ludzi, gdyby nie-kapitaliści i nie-przedsiębiorcy nie reagowali w pewien określony sposób. Gdyby „zarabiający na życie” mieli zachowywać się w sposób opisany „żelaznym prawem płac” i nie robiliby innego użytku ze swoich pieniędzy jak tylko w celach wyżywienia i zwiększenia ilości potomstwa, wzrost akumulacji kapitału odpowiadałby przyrostowi liczby ludności, a więc wszystkie dobrodziejstwa wynikające z akumulacji kapitału dodatkowego odzwierciedlałyby się w pomnażaniu się ludzkości. Tymczasem ludzie nie reagują na polepszenie się ich zewnętrznych warunków w sposób taki, w jaki reagują gryzonie i bakterie. Znają również inne przyjemności niż odżywianie i rozmnażanie się. Dlatego, w krajach cywilizacji kapitalistycznej, wzrost kapitału akumulowanego przekracza przyrost naturalny ludności. W miarę jak to następuje, krańcowa produktywność pracy ludzkiej zwiększa się w stosunku do krańcowej produktywności materialnych czynników produkcji. Występuje tendencja do wzrostu wysokości płac. Ta część całkowitej wartości produktów materialnych, która przypada w udziale pracującym zarobkowo zwiększa się w stosunku do tej, która jako odsetki przypada kapitalistom, a jako czynsz właścicielom ziemi.

Mówienie o produktywności pracy robotnika ma sens tylko wtedy, jeśli odnosi się to do krańcowej produktywności, a więc do tej, która jest równoważna zmniejszeniu się produktywności netto spowodowanej odejściem od pracy jednego robotnika. Poza tym odnosi się to do określonej wartości gospodarczej, do określonej ilości dóbr lub ich pieniężnej równowartości. Pojęcie ogólnej wydajności pracy, używanej w mowie potocznej w odniesieniu do rzekomo naturalnego prawa robotnika do całkowitego wzrostu tej wydajności jest niesprecyzowane i puste. Pojęcie takie jest oparte na złudzeniu, że wśród różnych czynników produkcji udział każdego z tych czynników w procesie wytworzenia gotowego produktu da się określić. Jeżeli utnie się nożycami kawałek papieru to niemożliwe jest określenie, jaki udział tej produkcji przypadł na nożyce, a jaki na człowieka, który nimi operował. Dla wyprodukowania samochodu potrzeba różnych maszyn i narzędzi, różnych surowców, pracy różnych surowców, pracy różnych pracowników fizycznych i umysłowych, a przede wszystkim potrzebne są plany projektodawcy. Ale nikt nie może określić jaki procent gotowego samochodu można dokładnie przypisać każdemu z różnych czynników współdziałania jakie były potrzebne do wyprodukowania auta.

Odłóżmy na chwilę na bok rozważania wykazujące błędy w podejściu do problemu i spytajmy, który z dwóch czynników, praca czy kapitał, wywołuje wzrost produktywności. Jeśli w ten sposób postawimy pytanie, odpowiedź winna brzmieć: kapitał. Czynnikiem, który sprawia, że całkowita wytwórczość dzisiejszych Stanów Zjednoczonych jest, na głowę pracownika, wyższa niż miało to miejsce w dawniejszych wiekach, lub wciąż ma miejsce w krajach gospodarczo zacofanych, takich jak np. Indie, jest to, że obecnie robotnik amerykański wspomagany jest lepszymi i liczniejszymi, niż dawniej maszynami. Jeżeli wyposażenie na głowę robotnika nie byłoby bogatsze obecnie niż trzysta lat temu, lub ma dziś miejsce w Indiach, to produkcja na głowę robotnika nie byłaby wyższa. Z braku zwiększania liczby zatrudnionych, dla zwiększania całkowitej amerykańskiej produkcji przemysłowej wymagana jest inwestycja kapitału dodatkowego, który otrzymany być może jedynie drogą gromadzenia oszczędności. Tym oszczędnościom i inwestycjom przypisywać należy zasługę pomnażania produktywności wszystkich sił roboczych.

Powodem wzrostu zarobków i stale wzrastającego udziału osoby zarabiającej w wydajności produkcji, wzmacnianej akumulacją nadwyżki kapitału, jest fakt, że procent wzrostu tej akumulacji przewyższa procent przyrostu ludności. Oficjalna doktryna pomija ten fakt milczeniem a nawet stanowczo mu zaprzecza. Polityka związków zawodowych wykazuje jednak, że ich kierownicy dobrze zdają sobie sprawę z prawdziwości teorii, którą publicznie oczerniają i określają głupim burżuazyjnym chwaleniem się. W rzeczywistości są oni chętni ograniczyć liczbę starających się o pracę w całym kraju poprzez prawa antyimigracyjne i poprzez zapobieganie dopływowi nowych ludzi do każdej dziedziny rynku pracy.

Fakt, że wzrost wynagrodzenia nie zależy od produktywności poszczególnego pracownika, lecz od krańcowej produktywności pracy ludzkiej jest jasno wykazany w tym, że wynagrodzenia wzrastają również za osiągnięcia, w których produktywność jednostki wcale się nie zmieniła. Jest wiele takich zajęć. Fryzjer goli dziś klienta w sposób podobny do tego w jaki zwykli golić klientów jego poprzednicy dwieście lat temu. Lokaj usługuje przy stole premiera brytyjskiego w ten sam sposób, w jaki kiedyś lokaje służyli Pittowi i Palmersonowi. W rolnictwie niektóre rodzaje prac nadal są wykonywane przy pomocy tych samych narzędzi i w ten sam sposób w jaki były wykonywane setki lat temu. Tymczasem wynagrodzenia tych pracowników są znacznie wyższe niż były w przeszłości. Są one wyższe, ponieważ wyznaczone są krańcową produktywnością pracy. Pracodawca lokaja wstrzymuje go przed zatrudnieniem się w fabryce. To nie żadna zasługa lokaja powoduje wzrost jego wynagrodzenia lecz fakt, że ogólny wzrost procentowy zainteresowania kapitału przekracza ogólny procentowy wzrost liczby pracowników. Wszystkie pseudoekonomiczne doktryny, które pomniejszają rolę oszczędności i akumulacji kapitału są absurdalne. To co składa się na większą zamożność społeczeństwa kapitalistycznego w porównaniu do mniejszej zamożności społeczeństwa niekapitalistycznego jest to, że dostępne zaopatrzenie w środki produkcji jest większe w tym pierwszym przypadku. Tym, co spowodowało wzrost stopy życiowej pracownika jest to, że wzrosło wyposażenie w kapitał na głowę chętnych do pracy. Wynikiem tego faktu jest to, że pracownikom wciąż przypada wzrastający udział w całości wyprodukowanych dóbr użytecznych. Żaden z namiętnych wywodów Marksa, Keynesa i całej gromady mniej znanych autorów nie osłabia słuszności twierdzenia, że istnieje jeden środek na stały wzrost zarobków i dobrobytu tych wszystkich, którzy chcą zarabiać, a mianowicie przyspieszenie wzrostu kapitału w stosunku do wzrostu ludności. Jeżeli jest to „niesprawiedliwe”, to wina leży w naturze rzeczy a nie w człowieku.