Publiczność związana z ideami socjalistycznymi żąda tematyki „społecznej” w powieściach, filmach i sztukach teatralnych. Autorzy, sami przepojeni ideami socjalistycznymi, są gotowi dostarczać żądany towar. Opisują oni niezadowalające warunki, które, jak insynuują, są nieuniknioną konsekwencją kapitalizmu. Opisują niedostatek i nędzę, ignorancję, brud i choroby klasy „eksploatowanej”. Surowo karcą luksus, głupotę i moralne zepsucie klas „eksploatujących”. W ich oczach wszystko co złe i absolutne jest burżuazyjne, a wszystko co dobre i wyniosłe jest proletariackie.

Autorzy, którzy mają do czynienia z życiem zubożałych, mogą być zasadniczo podzieleni na dwie klasy. Do pierwszej należą ci, którzy sami nie doświadczyli biedy, a urodzili się i wychowali bądź w środowisku „burżuazyjnym”, bądź w środowisku zamożnych wieśniaków, lub innych ludzi pracy, dla których środowisko, w których umieszczają akcję swojej powieści czy sztuki, jest obce. Autorzy ci przed rozpoczęciem pracy pisarskiej muszą zbierać informacje o życiu w podświecie, który chcą przedstawić. Wplątują się więc w odnośne badania, lecz oczywiście nie podchodzą do przedmiotu tych badań bez uprzedzeń. Wiedzą z góry co odkryją. Są przekonani, że warunki pracowników najemnych są gorsze od tych, któreśmy sobie wyobrażali – wręcz okropne. Zamykają oni oczy na te wszystkie rzeczy, których nie chcą widzieć, a dostrzegają tylko to, co potwierdza z góry ich wyrobioną opinię. Nauczeni zostali przez socjalistów, że kapitalizm jest systemem, który przyczynia się do wielkiego cierpienia mas ludzkich – im bardziej ten system rozwija się i zbliża do pełnej dojrzałości, tym większa liczba ludzi ubożeje. Produkty twórczości takich autorów i arystokratów służyć mają jako przykłady obrazujące powyższy dogmat marksizmu.

To, że wybrali za temat przedstawienie nieszczęść i nędzy nie może być poczytywane za zło. Twórca może wykazać swój geniusz w traktowaniu każdego rodzaju przedmiotu. Błąd ich polega raczej na tendencyjnym fałszowaniu rzeczywistości i fałszywej interpretacji warunków społecznych. Nie zauważają, że wstrząsające warunki, które opisują, są rezultatem bądź nieobecności kapitalizmu, bądź istnienia przedkapitalistycznych pozostałości, bądź też wynikiem sabotażu działalności kapitalizmu (np. rządowymi interwencjami). Nie rozumieją, że kapitalizm, poprzez wytwarzanie na wielką skalę produktów masowej konsumpcji, jest zasadniczo systemem najbardziej usuwającym ubóstwo. Opisują oni przeciętnego pracownika tylko jako robotnika fabrycznego, nie zastanawiając się nad faktem, że jest on także ważnym konsumentem zarówno wytworów przemysłowych, jak i produktów żywnościowych i odnośnych surowców.

Upodobanie tych pisarzy do zajmowania się ludzką ruiną i niedolą przekształca się w skandaliczne zniekształcenia prawdy gdy sugerują oni, że to co opisują jest typowym i charakterystycznym stanem w kapitalizmie. Dane statystyczne dotyczące produkcji i sprzedaży wszystkich artykułów produkcji masowej jasno pokazują, że typowy robotnik nie jest pogrążony w nędzy.

Wybitną postacią literatury na tematy „społeczne” był Emil Zola. Ustalił on wzór, który został przyjęty przez mnóstwo naśladujących go mniej zdolnych autorów. Jego zdaniem sztuka jest ściśle związana z nauką, winna być oparta na badaniach i musi obrazować odkrycia naukowe. Według Zoli głównym rezultatem nauk społecznych jest dogmat, że kapitalizm jest najgorszym ze wszystkich systemów, i że nadchodzący socjalizm jest zarówno nieunikniony jak i wysoce pożądany. Jego powieści były zestawem socjalistycznych kazań. Ale Zola w swym zapale i w swych socjalistycznych uprzedzeniach bardzo szybko został prześcignięty przez literaturę „proletariacką” swoich uczniów.

„Proletariaccy” krytycy literaccy twierdzą, że „proletariaccy” autorzy w swych dziełach zajmują się po prostu nieprzeinaczonymi faktami doświadczenia proletariackiego. W rzeczywistości autorzy ci nie tylko podają fakty, ale fakty te interpretują z punktu widzenia nauk Marksa i Engelsa, Veblera i Webbów. Ta interpretacja jest istotą ich pisarstwa, które charakteryzuje je jako prosocjalistyczną propagandę.

Pisarze ci zakładają, że dogmaty na których bazują ich wyjaśnienia wydarzeń, są niepodważalnie zrozumiałe same przez się; stąd są całkowicie przekonani, że czytelnicy podzielą ich przeświadczenie. Wydaje się im również rzeczą zbyteczną wyraźne wspomnienie owych doktryn; czasami pośrednio odwołują się do nich. Ale to nie zmienia faktu, że treść książek tych autorów jest zależna od słuszności socjalistycznych doktryn i rozważań pseudoekonomicznych. W ten sposób fikcja ilustruje nauki udzielane przez antykapitalistycznych doktrynerów.

Drugą klasę autorów proletariackiej beletrystyki stanowią, ci którzy urodzili się w proletariackim środowisku opisywanym w ich książkach. Ludzie ci oderwali się od warunków życia pracowników fizycznych i weszli w szeregi pracowników umysłowych i przedstawicieli wolnych zawodów. Nie są oni, tak jak wyżej wymienieni autorzy pochodzenia „burżuazyjnego”, zmuszani do podejmowania specjalnych badań w celu dowiedzenia się czegoś o życiu pracowników fizycznych i najemnych. Mogą opierać się na własnym doświadczeniu.

To osobiste doświadczenie uczy ich praw, które wprost zaprzeczają podstawowym dogmatom socjalistycznego credo. Utalentowani i ciężko pracujący synowie rodziców żyjących w skromnych warunkach nie są odcięci od dostępu do intratnych stanowisk. Literaci o pochodzeniu proletariackim są tego dowodem. Wiedzą w przeciwieństwie do ich braci i kolegów, dlaczego im samym powiodło się. W trakcie przesuwania się ku lepszej pozycji życiowej mieli oni pełne możliwości zetknięcia się z innymi młodymi, którzy podobnie jak oni sami byli żądni nauki i awansu. Wiedzą dlaczego niektórym z nich udało się w życiu a innym nie. Teraz żyjąc wśród burżuazji odkrywają, że to co odróżnia człowieka, który się bogaci, od innego, który zarabia mało pieniędzy, to nie to, że ten pierwszy jest łajdakiem. Literaci nie wynieśliby się ponad poziom, z którego pochodzą, gdyby byli tacy głupi aby nie zauważyć, że tak jak oni, wielu przedsiębiorców i ludzi wolnych zawodów pochodzi z ubogich rodzin i głównie zawdzięcza sukces sobie samym. Nie mogą nie zdawać sobie sprawy, że różnice w dochodzie spowodowane są innymi czynnikami niż te, które sugerują socjalistyczne uprzedzenia.

Jeśli tacy literaci folgują sobie w pisaniu i piszą to co jest w rzeczywistości prosocjalistycznym kaznodziejstwem, nie są oni szczerzy. Ich powieści i sztuki są kłamliwe i dlatego niewiele warte. Plasują się one znacznie poniżej poziomu książek ich kolegów pochodzenia „burżuazyjnego”, którzy przynajmniej wierzą w to co piszą.

Autorzy socjalistyczni nie zadowalają się opisywaniem warunków życia „ofiar” kapitalizmu. Piszą też o życiu i działalności przedsiębiorców, a więc tych, którzy z kapitalizmu korzystają. Intencją ich jest ujawnić czytelnikom, jak powstają zyski, a że sami -dzięki Bogu- nie znają się na tak brudnych sprawach, najpierw studiują je uważnie w dziełach tak zwanych autorytetów, kompetentnych historyków, ci zaś specjaliści mówią im o „finansowych gangsterach” o „baronach-rozbójnikach”, i o sposobach jakimi ci osiągnęli swe bogactwo. Na przykład: „Zaczął karierę jako zaganiacz bydła. Kupował od farmerów bydło i pędził je na rynek, karmił je solą, po czym do picia dawał duże ilości wody. Litr wody waży jeden kilogram. Pojąc każdą sztukę dziesięcioma czy piętnastoma litrami wody miał w ten sposób niezły zysk gdy dochodziło do sprzedaży.”. W podobnym stylu mnóstwo powieści i sztuk mówiło o oszukańczych transakcjach handlarzy. Potentaci dorobili się swych majątków dzięki sprzedaży popękanej stali, butów z kartonowymi zelówkami i materiałów bawełnianych sprzedawanych jako jedwabne. Przekupywali senatorów i gubernatorów, sędziów i policję. Oszukiwali swoich klientów i ich pracowników. Wszystko było stosunkowo proste.

Nigdy nie przyszło na myśl tym autorom, że ich opowiadania pośrednio zakładają, że większość ludzi jest idiotami, których każdy przestępca może łatwo oszukać. Wyżej wspomniana, jako przykład sztuczka z „napompowanymi” krowami jest najprostszą i najstarszą metodą oszukiwania. Trudno jest uwierzyć, żeby istnieli, w jakiejkolwiek części świata, tak głupi rzeźnicy – nabywcy bydła, aby się w powyższy sposób dali nabierać. Takie opowiadania są przesadnym liczeniem na naiwność czytelnika. Tak samo ma się rzecz z innymi podobnymi bajkami.

Według autorów „postępowych” kapitalista jest w prywatnym życiu często barbarzyńcą, hazardzistą i pijakiem. Dni spędza na torach wyścigowych, wieczory w nocnych klubach, a noce z kochankami. Według tego co Marks i Engels podają w Manifeście Komunistycznym, to ci „burżuje”, nie dość, że mają do swojej dyspozycji córki swych proletariuszy, nie mówiąc o zwykłych prostytutkach, to jeszcze największą przyjemność znajdują w uwodzeniu żon jedni drugim. W ten sposób amerykański biznesmen jest przedstawiany w znacznej części literatury i filmów amerykańskich.