Łatwo może ujść uwadze pobieżnego obserwatora obecnych ideologii panująca bigoteria urabiaczy opinii publicznej i machinacje, które wyciszają głosy krytyków. Wydaje się istnieć niezgodność w odniesieniu do spraw uważanych za ważne. Komuniści, socjaliści i interwencjoniści oraz różne sekty i szkoły tych kierunków ideologicznych zwalczają się z takim zapałem, że ogólna uwaga odwrócona jest od podstawowych dogmatów, co do których panuje całkowita zgoda pomiędzy owymi kierunkami. Z drugiej strony, kilku niezależnych myślicieli, którzy mają odwagę kwestionowania tych dogmatów, praktycznie jest wyjętych spod prawa i dlatego ich idee nie są w stanie docierać do czytającej publiczności. Olbrzymiej machinie „postępowej” propagandy i indoktrynacji udało się przeforsowanie swoich tabu. Nietolerancyjne ortodoksyjne, lecz samozwańczo „nieortodoksyjnie” szkoły dominują na scenie.

Ten „antyortodoksyjny” dogmatyzm jest mieszaniną różnych sprzecznych i nie do pogodzenia ze sobą doktryn. Jest to eklektyzm w najgorszym wydaniu, myląca zbieranina domysłów zapożyczonych z błędnych i fałszywych pojęć, które dawno się rozpadły. Obejmuje urywki dzieł z wielu socjalistycznych autorów, zarówno „utopijnych” jak i „naukowych marksistów”, z Niemieckiej Szkoły Historycznej, Fabiuszy, Amerykańskich Instytucjonalistów, Francuskich Syndykalistów, Technokratów… Powtarza błędy Godwin’a, Carleya, Ruskin’a, Bismarck’a, Sorel’a, Veblen’a i mnóstwa mniej znanych ludzi.

Podstawowym dogmatem tych wierzeń jest przekonanie, że ubóstwo jest wynikiem niesprawiedliwych instytucji społecznych. Grzechem pierworodnym, który pozbawił rodzaj ludzki błogiego życia w rajskim ogrodzie, było ustanowienie prywatnej własności i prywatnego przedsiębiorstwa. Kapitalizm służy tylko prywatnym interesom nieokiełznanych wyzyskiwaczy. Skazuje to masy dobrych ludzi na postępujące zubożenie i degradację. To czego potrzeba, aby się ludziom dobrze wiodło, to poskromienie chciwych wyzyskiwaczy przez wielkiego boga zwanego Państwem. Motyw „zysku” musi zostać zastąpiony motywem „służby”. Na szczęście, mówią oni, żadne intrygi i żadna brutalność ze strony szatańskich „ekonomicznych monarchistów” nie może zdławić ruchu reform. Nadejście wieku centralnego planowania jest nieuniknione. Przyniesie on dostatek i obfitość dla wszystkich. Gorliwi zwolennicy przyspieszenia tego wielkiego przekształcenia nazywają siebie postępowcami właśnie dlatego, że pretendują do spełnienia tego, co jest zarówno pożądane jak i zgodne z niezbadanymi prawami historycznej ewolucji. Negatywnie określają mianem reakcjonistów tych wszystkich, którzy poświęcają się próżnemu, w ich mniemaniu, wysiłkowi zatrzymania tego co sami nazywają postępem.

W wyniku przyjęcia tych dogmatów postępowcy opowiadają się za polityką, która, jak uważają, mogłaby natychmiast polepszyć los cierpiących mas. Zalecają np. rozszerzenie kredytu i zwiększanie ilości pieniędzy w obiegu, dekretowanie pewnego minimum stawki godzinowej, która byłaby wymuszana przez rząd, bądź przez związki zawodowe naciskiem i siłą, kontrolowanie czynszów i cen artykułów pierwszej potrzeby i wprowadzanie innych środków interwencyjnych. Ekonomiści wskazali, że środki te nie przynoszą wyników, których osiągnięcie jest celem głoszonym przez obrońców takiej polityki. W rzeczywistości wynikiem stosowania wspomnianych środków jest to, że nawet z punktu widzenia tych, którzy je zalecają i wprowadzają w życie, następuje pogarszanie się stanu rzeczy, które miały one zadanie polepszyć. rozbudowa kredytów powoduje powstrzymywanie się kryzysów ekonomicznych i okresów depresji. inflacja powoduje znaczny wzrost cen wszystkich podstawowych artykułów i usług. Wysiłki narzucania stawek wynagrodzenia wyższych niż te, które są określone nieskrępowanym rynkiem, prowadzą do masowego bezrobocia przedłużającego się z roku na rok. Pułapy cen powodują spadek zaopatrzenia w towary. Ekonomiści udowodnili to w sposób niezaprzeczalny i żaden „postępowy” pseudoekonomista nie próbował tego zakwestionować.

Podstawowym zarzutem postępowców jest teza, że powtarzanie się kryzysów, depresji i masowego bezrobocia, są nieodłączną cechą kapitalizmu. Wykazanie, że zjawiska te są wręcz przeciwne, wynikiem interwencyjnych akcji regulowania kapitalizmu „dla polepszenia warunków życia zwykłego człowieka” – zadaje ideologii postępowej ostateczny cios. Ponieważ postępowcy nie są w stanie wysunąć jakichkolwiek możliwych do obrony zarzutów w stosunku do takich ekonomistów, próbują oni ukrywać je przed społeczeństwem, a przede wszystkim przed inteligencją i studentami uniwersytetów. Jakiekolwiek wzmiankowanie tych „herezji” jest zabronione. Ich autorzy obrzucani są wyzwiskami, a studentów odwodzi się od czytania rzekomych bzdur.

Z punktu widzenia postępowego dogmatyka istnieją dwie grupy ludzi kłócących się o to, ile „dochodu narodowego” każda z nich powinna brać na siebie. Klasa posiadająca, przedsiębiorcy i kapitaliści, których często nazywają „kierownictwem”, jest gotowa pozostawiać „ludziom pracy”, tj. pracownikom najemnym i urzędnikom niewiele mniej niż potrzeba na minimum egzystencji. Ludzie pracy, co można łatwo zrozumieć, rozżaleni chciwością kierownictwa, skłonni są do słuchania radykałów, komunistów, którzy chcą całkowicie wywłaszczyć kierownictwo. Jednakże większość klasy pracującej jest na tyle umiarkowana, że nie pozwala sobie na przesadny radykalizm. Odrzucają bowiem komunizm i gotowi są do zadowolenia się mniejszą niż całkowitą konfiskatą „niezapracowanego” dochodu. Dążą do połowicznych rozwiązań w dziedzinach państwowej opieki społecznej, planowania i socjalizmu. W tym sporze intelektualiści, którzy jakoby nie należą do żadnej z dwóch grup obozów przeciwnych, wzywani są na arbitrów. Oni profesorowie, przedstawiciele nauki, pisarze, literaci wystrzegać się muszą ekstremistów każdej grupy, a więc zarówno tych, którzy zalecają kapitalizm, jak i tych, którzy wybierają komunizm. Muszą stać po stronie umiarkowanych. Muszą być za planowaniem, opieką społeczną, socjalizmem i muszą popierać wszystkie środki przewidziane dla ukrócenia chciwości kierownictwa i dla zapobiegania nadużywania władzy gospodarczej przez to kierownictwo.

Nie ma potrzeby wchodzenia w szczegółową analizę wszystkich błędów i sprzeczności zawartych w tym sposobie myślenia. Wystarczy wskazać trzy podstawowe punkty:

Pierwszy: Wielkim konfliktem naszych czasów nie jest walka o podział „dochodu ekonomicznego”. To nie jest spór pomiędzy dwoma klasami, z których każda żądna jest przywłaszczyć sobie możliwie jak największą część dóbr dostępnych do podział. Jest to spór dotyczący wyboru najbardziej odpowiedniego systemu gospodarczej organizacji społeczeństwa. Pytaniem jest, który z dwóch systemów: kapitalizm czy socjalizm gwarantuje wyższą produktywność ludzkich wysiłków dla polepszenia standardu życiowego. Pytaniem jest również, czy socjalizm może być rozważany jako alternatywa kapitalizmu i czy jakiekolwiek racjonalne prowadzenie działalności produkcyjnej, a więc oparte na rachunku ekonomicznym, może być realizowane w warunkach socjalistycznych. Bigoteria i dogmatyzm socjalistów objawia się w fakcie, że uparcie odmawiają oni rozpoczęcia badania tych problemów. U nich z góry jest przesądzone, że kapitalizm jest najgorszym złem, a socjalizm wcieleniem dobra. Każdy wysiłek w kierunku dogłębnego i szerszego analizowania problemów ekonomicznych wspólnoty socjalistycznej jest uważany za przestępstwo obrazy majestatu. Skoro warunki istniejące w krajach zachodnich nie pozwalają na jeszcze na likwidację takich „przestępców” metodą sowiecką, „przestępcy” ci są znieważani, oczerniani bojkotowani i dyskredytowani odnośnie motywów swojego postępowania.

Drugi: W porządku ekonomicznym nie ma różnicy między socjalizmem i komunizmem. Oba terminy socjalizm i komunizm oznaczają ten sam system ekonomicznej organizacji społeczeństwa, polegający na publicznej kontroli wszystkich środków produkcji w odróżnieniu od prywatnej kontroli środków produkcji charakteryzującej kapitalizm. Oba terminy, socjalizm, komunizm, są synonimami. Dokument jaki wszyscy marksistowscy socjaliści uważają za niepodważalną podstawę swej wiary nazwany jest Manifestem Komunistycznym. Z drugiej strony, oficjalna nazwa komunistycznego imperium rosyjskiego brzmi: Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Antagonizm pomiędzy współczesną partią komunistyczną i socjalistyczną nie dotyczy ostatecznego celu ich programu. Odnosi się głównie do dążeń rosyjskich dyktatorów do ujarzmienia tak wielu krajów jak to możliwe, a przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Odnosi się on ponadto do zagadnienia, czy realizacja publicznej kontroli środków produkcji powinna być osiągalna metodami konstytucyjnymi, czy też przez obalenie rządów siłą.

Również określenie „planowanie” i „opieka społeczna”, tak jak są one używane w języku ekonomistów, mężów stanu, polityków i większości ludzi nie oznaczają nic innego, jak ostateczny cel komunizmu i socjalizmu. Planowanie oznacza, że plan rządowy powinien zastąpić plany pojedynczych obywateli. A zatem znaczy, że przedsiębiorcy i kapitaliści winni być pozbawieni swobody używania swego kapitału według własnych planów i powinni zostać bezwarunkowo zobowiązani dostosować się do zarządzeń wydawanych przez komisje lub urzędy planowania centralnego. Sprowadza się to do przejęcia kontroli przedsiębiorców i kapitalistów przez rząd.

Poważnym błędem byłoby zatem uważać socjalizm, planowanie, lub państwową opiekę społeczną za rozwiązanie problemu ekonomicznej organizacji społeczeństwa, różniące się od komunistycznego, a które w wyniku ostatecznym byłyby oceniane jako mniej absolutne i mniej radykalne. Wielu ludzi myli się gdy sądzi, że socjalizm i planowanie są odtrutkami na komunizm. Socjalista jest bardziej umiarkowany od komunisty w jednym względzie – nie przekazuje tajnych dokumentów własnego kraju sowieckim agentom i nie organizuje spisków dla mordowania antykomunistycznych burżujów. Jest to oczywiście bardzo ważną różnicą, ale nie ma ono żadnego związku z ostatecznymi celami działalności politycznej.

Trzeci: Kapitalizm i socjalizm są dwoma odmiennymi wzorami organizacją społeczeństwa. Prywatna kontrola środków produkcji a kontrola publiczna są pojęciami wzajemnie się wykluczającymi, a nie tylko pojeciami różnymi. Nie istnieje taki byt, jak ekonomia mieszana, system, który by się znajdował w połowie drogi miedzy kapitalizmem a socjalizmem. Zwolennicy tego, co fałszywie uważane jest za rozwiązanie połowiczne, nie zalecają kompromisu pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem, a trzecie rozwiązanie, które ma swoje własne specyficzne cechy i winno być oceniane zgodnie ze swoimi zaletami. Ten trzeci system, który ekonomiści nazywają interwencjonizmem, nie jednoczy, jak orędownicy twierdzą, pewnych cech kapitalizmu z pewnymi cechami socjalizmu. To jest coś całkowicie różnego od każdego z nich. Ekonomiści, którzy deklarują, że interwencjonizm nie osiąga tego, co jego stronnicy chcą osiągnąć, ale czyni sprawy gorszymi, nie tylko z punktu widzenia ekonomistów, lecz nawet z punktu widzenia zwolenników interwencjonizmu, nie są bezkompromisowymi ideowcami czy ekstremistami. Opisują jedynie nieuniknione konsekwencje interwencjonizmu.

Gdy Marks i Engels w Manifeście Komunistycznym zalecali określone środki interwencyjne, nie mieli na myśli zalecania kompromisu między socjalizmem a kapitalizmem. Uważali oni te środki, a warto wspomnieć, że są to te same, które tworzyły treść polityki „New Deal’u” i „Fair Deal’u” – za pierwszy krok w stosunku ustanowienia pełnego komunizmu. Sami opisali te środki jako „ekonomicznie niewystarczające i nie do utrzymania”, a żądali ich tylko dlatego, że „w trakcie ich stosowania dystansują one same siebie, wymagają dalszych ingerencji w stary porządek społeczny i są do uniknięcia jako sposób na całkowite zrewolucjonizowanie sposobów produkcji”. A więc społeczno-gospodarcza filozofia postępowców jest obroną socjalizmu i komunizmu.

Reklamy