Było jednakże kilka usterek w tym obrazie. Literatura nie jest konformizmem, ale nowością lub rozbieżnością zapatrywań. Ci autorzy, którzy po prostu powtarzają to, co każdy aprobuje i chce usłyszeć nie mają znaczenia. Liczy się tylko nowator, dysydent, zwiastun rzeczy , o których się nie słyszało, człowiek który odrzuca tradycyjne wzory i dąży do zastępowania starych wartości i idei nowymi. Jest on koniecznie anty-autorytarny i anty-rządowy, nieprzejednany oponent ogromnej większości współczesnych. Ściślej, jest on autorem książek, których większa część publiczności nie kupuje.

Cokolwiek można sądzić o Marksie czy np. Nietzschem to nikt nie zaprzeczy ich olbrzymiego pośmiertnego sukcesu. Pomimo to obaj umarliby z głodu gdyby nie to, że poza honorariami mieli inne źródła dochodu. Niekonformista i innowator nie powinien zbyt wiele oczekiwać ze sprzedaży swych książek na normalnym rynku.

Potentatem rynku książkowego jest autor beletrystyki dla mas. Byłoby błędnym założeniem, że te masy zawsze wolą złe książki. Brakuje im rozeznania i dlatego czasem gotowe są czytać nawet dobre książki. Prawdą jest, że większość powieści i sztuk obecnie publikowanych jest zwyczajnym śmieciem. Niczego innego nie można się spodziewać, gdy tysiące tomów pisanych jest każdego roku. Nasze czasy mogłyby kiedyś nazwane wiekiem kwitnącej literatury, gdyby tylko jedna z tysiąca książek okazała się równa wartością wielkim książkom przeszłości.

Wielu krytyków lubi potępiać kapitalizm za to, co nazywają upadkiem literatury. Być może powinni raczej oskarżać swą własną niezdolność do odsiewania plew od ziarna. Czy są oni bardziej gorliwi niż ich byli poprzednicy około sto lat temu? Dziś np. krytycy są pełni chwały dla Stendalha. Ale kiedy umarł w 1842 roku, był on nieznany i nie rozumiany.

Kapitalizm zapewnił taki dobrobyt masom, że mogą kupować książki i czasopisma. Ale nie mógł wpoić im smaku, jaki posiadali wielcy mecenasowie sztuki. Nie jest winą kapitalizmu, że przeciętny człowiek nie docenia niezwykłych książek.

Reklamy