Frazes ten opiera się na błędnym założeniu, że zadaniem państwa jest nie dopuścić, by obywatele danego kraju żyli i pracowali w nieprzyjemnych lub niebezpiecznych warunkach. To z kolei stwierdzenie opiera się na innym błędnym założeniu, a mianowicie, że jeżeli zostanie wprowadzona ustawa zakazująca istnienia warunków znajdujących się poniżej określonego poziomu, to panujące warunki ulegną cudownej poprawie zgodnie z wymogami określonymi w nowych przepisach.

W rzeczywistości tak się jednak nie dzieje. Weźmy za przykład sytuację mieszkaniową w Nowym Jorku. Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, w jaki sposób władze miejskie zdołały zapewnić zakwaterowanie grupom imigrantów napływającym falami do slumsów tego miasta w połowie i pod koniec XIX wieku? W mieście istniał wtedy rynek kwater prywatnych „poniżej standardu” w dzielnicach slumsów, gdzie w tak zwanych hotelach-klatkach (cage hotels) wynajmowano pokoje o powierzchni 1,5m x 2m, z drzwiami zamykanymi na zamek oraz łóżkiem z materacem 1 kołdrą, krzesłem, szafką oraz jedną żarówką, z ograniczonym dostępem do toalety oraz jednym prysznicem przypadającym na kilkaset osób. Były także publiczne noclegownie, coś w rodzaju akademików, ale większość przybyszów wolała hotele-klatki lub mieszkanie razem z inną biedną rodziną w warunkach, które współczesnego inspektora wydziału zdrowia przyprawiłyby o zawał serca.

Pod koniec wieku XX poziom warunków życia uległ znacznej poprawie. Obecnie prawo nie zezwala na zamieszkiwanie w zbytnim zatłoczeniu, a każdy obywatel musi mieć dla siebie pewną liczbę metrów kwadratowych, za wyjątkiem sytuacji luksusowych, takich jak dzielenie kwater wypoczynkowych w czasie weekendów, kiedy to yuppies (1) mogą nadal nocować w trzech lub czterech w jednym pokoju. Pod koniec lat 70-tych i na początku 80-tych władze miasta Nowy Jork przyjrzały się baczniej szeregowi tanich hoteli wynajmujących jednoosobowe pokoje znanych pod nazwą SRO (single-room occupancy) – jako nie spełniającym wymaganych warunków. Skoro nie spełniają warunków, trzeba je zlikwidować! Proces ich likwidacji rozpoczęto akurat w momencie, kiedy zbiegające się w czasie zwiększenie podatków od nieruchomości oraz zmiany w zakresie systemu kontrolowanych stawek czynszu postawiły wiele osób zajmujących się wynajmem lokali na skraju bankructwa. Nic dziwnego, że w miejsce zlikwidowanych hoteli na rynku wynajmu kwater nie pojawiła się żadna alternatywna oferta. Dodatkowo pogorszył sytuację fakt, że działania te podjęto akurat w okresie, kiedy z państwowych szpitali dla psychicznie chorych zwolniono wszystkich tych pacjentów, którzy uznani zostali za nieszkodliwych dla siebie i otoczenia. Zwalniani ze szpitali pacjenci byli z definicji ludźmi upośledzonymi umysłowo i jeżeli w ogóle mogli pracować, to nie mieli możliwości wykonywania pracy wykwalifikowanej, zwiększyli więc rynkowy popyt na najtańsze zakwaterowanie. Zanim ojcowie miasta zdali sobie sprawę z faktu, iż wspomniane wcześniej hotele SRO były ważnym „gatunkiem na wymarciu”, było już trochę za późno. I tak na ulicach miasta, które było w stanie zapewnić dach nad głową falom biedoty w wieku XIX, w wieku XX pojawili się bezdomni. Genezy tej sytuacji można doszukać się w fakcie, iż zbyt wielu ludzi u władzy uwierzyło błędnie, że zakazanie czegoś, co postrzegane jest jako niewłaściwe doprowadzi samo w sobie do stworzenia czegoś pozytywnego. w rzeczywistości nowe rozwiązania są zwykle jeszcze gorsze, niż sytuacja uznana za niespełniającą określonego standardu, której wyeliminowanie ma zagwarantować nowa legislacja.

Praca dzieci jest wciąż jeszcze przykładem, który wszyscy lubią przytaczać jako jedną z okropności kapitalizmu, wymagającą kontroli państwa. Tak naprawdę to nie kapitalizm wynalazł pracę dzieci: w warunkach prymitywnego społeczeństwa wszyscy pracują, łącznie z dziećmi. W naszej historii pionierskiej i farmerskiej dzieci oraz kobiety także pracowały, z tą tylko różnicą, że bez wynagrodzenia. Jak wskazał Charles Murray aż do kilku pokoleń wstecz, większość rodzin w USA to były rodziny biedne, mieszkające na wsi. Musimy pamiętać, że pomimo długich godzin pracy i ciężkich jej warunków, jakie panowały we wczesnych fabrykach i zakładach, i tak były one lepsze niż warunki pracy na roli, nie wspominając już o tym, że w pierwszym przypadku mamy do czynienia z pracą płatną. Historyk Robert Smuts informuje, że każda nowo otwarta fabryka na wsi była wprost oblegana przez dziewczynki starające się o pracę. Dopóki istniały złe warunki, istniała także praca dzieci. Obecnie nowe przepisy prawne stworzyły sytuację, w której wielu młodych ludzi (szczególnie z uboższych rodzin) wzrasta bez umiejętności zdobycia i utrzymania pracy . Można nawet argumentować, iż przepisy prawne zabraniające zatrudniania dzieci, w połączeniu z przepisami zakazującymi stosowania takich uważanych za „substandardowe” metod uzyskiwania dochodu jak chałupnictwo lub przyjmowanie stołowników, doprowadziło do upadku biednej rodziny śródmiejskiej jako komórki społecznej, przyczyniając się bezpośrednio do powstania współczesnej subkultury zasiłków socjalnych.

Jednak szerzącym największe spustoszenie błędnym przekonaniem jest to, iż wolny rynek jest tak skonstruowany , by chronić interesy pracodawcy, wynajmującego czy producenta kosztem pracownika, najemcy lub konsumenta. Zgodnie z tym założeniem ceny nie odzwierciedlają kosztów, są one ustalane arbitralnie, w związku z czym należy zmusić pracodawcę, wynajmującego oraz producenta do ich obniżenia lub zwiększenia kosztów, co w efekcie bynajmniej nie doprowadzi do rzeczywistej „straty”, a jedynie do zmniejszenia poziomu zysku. Doświadczenie nie wydaje się mieć żadnego wpływu na takie rozumowanie zbudowane na pobożnych życzeniach. Ekonomiści dawno już zaobserwowali, że rezultatem gwarantowanych płac minimalnych jest bezrobocie, zaś w ‚sytuacji, w której takie gwarancje nie istnieją, każdy szukający pracy znajduje jakieś zatrudnienie. A jednak politycy nadal głosują za ustawami regulującymi warunki socjalne, wprowadzającymi zakazy i nakazy i powodującymi skutki odwrotne od zamierzonych. Regulacje prawne, które prowadzą do zwiększenia kosztów, muszą doprowadzić do zwiększenia cen, chyba że zostaną zrównoważone dotacjami rządowymi a mimo to nadal się takich regulacji domagamy. Jedynie ogromna wydajność relatywnie nieskrępowanej gospodarki wolnorynkowej wciąż jeszcze pozwala na lekceważenie faktów, ukazujących bezsens prawnego regulowania standardów życia i pracy w wolnym społeczeństwie.

(1) Idiomatyczne określenie młodych profesjonalistów (Young Urban Professionals), wyróżniających się specyficznym stylem i sposobem życia.