Prześmiewcy ekonomii wolnorynkowej często twierdzą, że konkurencja choć mogła być ważna, w czasach Adama Smitha, teraz już nie spełnia swojej funkcji. Świat stał się bardziej złożony, społeczeństwo coraz bardziej się urbanizuje, a korporacje są ogromne i wpływowe. Metafora niewidzialnej ręki nakreślona przez Adama Smitha teraz słabo i nieoperatywnie oddaje realia gospodarki. Trudno się spodziewać – mówią oni – że konkurencja będzie chronić konsumentów przed nadużyciami rynku; regulacje rządowe dotyczące rynku to potrzeba chwili. W oczach tych krytyków ekonomia wolnorynkowa jest kapryśnym a może nawet niebezpiecznym anachronizmem – czymś, czego współcześni intelektualiści nie powinni traktować poważnie. To, że niektórzy ekonomiści uczą ekonomii wolnorynkowej jest oczywiście dla tych elit sprawą zdumiewającą i oburzającą.

By dokonać oceny przydatności myśli Adama Smitha dla współczesnej epoki, przyjrzyjmy się najpierw jego modelowi wolnego rynku. Model ten wyrósł z dzieła „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” i często wykłada się go na kierunkach ekonomicznych wyższych uczelni. U jego podstaw leżą cztery zasadnicze założenia:

1) liczba sprzedających i kupujących na rynku jest „wielka”;

2) sprzedający produkują jednorodny produkt;

3) konsumenci są dobrze poinformowani;

4) dla producentów wejście na rynek i zejście z niego nie są ograniczane ani zakazywane.

Model powyższy zakłada między innymi, że jeśli konsumenci pragną zwiększenia podaży konkretnego produktu, sprzedający wychodzą naprzeciw tej potrzebie, produkując więcej. Jeśli konsumenci chcą, by produkty posiadały pewne cechy, producenci spełniają to życzenie. Takie postępowanie nie zależy od dobrej woli producenta, lecz jest wynikiem jego poszukiwań zysków na arenie konkurencji. Krytycy leseferyzmu rzadko zaprzeczają wnioskom płynącym z powyższych przesłanek. Większość z nich po prostu stwierdza, że założenia modelu konkurencyjnego są dzisiaj mniej ważne, niż to miało miejsce w 1776 roku. Zbadajmy więc po kolei każde z wymienionych założeń.

Wbrew temu, co się ogólnie twierdzi, istnieje powód, by sądzić iż pierwsze założenie – duża liczba kupujących i sprzedających – jest silniejsze dzisiaj niż w epoce Adama Smitha. Powód jest oczywisty. Postęp jaki dokonał się w dziedzinie komunikacji i transporcie obniżył koszta wymiany pomiędzy ludźmi znajdującymi się w odległych miejscach, poszerzając przez to zakres rynku. Konsumenci mają też dzisiaj do wyboru większą liczbę producentów niż w czasach Adama Smitha. Na przykład wielu małomiasteczkowych właścicieli nieruchomości epoki Smitha musiało polegać na sporadycznych wizytach wędrownych handlarzy, by zaopatrzyć się w sprzęt domowy. Obecnie prawie wszyscy konsumenci w Ameryce mieszkają blisko centrów handlowych, oferujących takie bogactwo wyboru sprzętu gospodarstwa domowego, że nie mieściło się to w najśmielszych wyobrażeniach ludzi żyjących w czasach Adama Smitha. Redukcja kosztów transportu wraz z katalogami oraz sieciami sklepów reklamujących się w telewizji sprowadza światową podaż artykułów gospodarstwa domowego wprost do współczesnego konsumenta. W tym świetle model konkurencyjnego rynku Adama Smitha nie jest anachroniczny – jest po prostu proroczy!

Drugie założenie, głoszące że produkty sprzedających są takie same, jest z pewnością mniej prawdziwe, niż to było w czasie Smitha. Fakt ten wszelako w żaden sposób nie umniejsza ważności modelu konkurencyjnego, lecz w rzeczywistości go wzmacnia, co zilustrujemy prostym przykładem. Spójrzmy na wędrownego aktora XVIII wieku: był on wyczekiwanym lekarstwem na nudę małomiatseczkowego życia. Chociaż współczesny poszukiwacz rozrywek nadal może znaleźć aktorów zabawiających widzów na scenie, to pojawienie się radia, telewizji, kina, odtwarzaczy płyt kompaktowych oraz magnetowidów poszerzyło wybór na rynku rozrywki i uczyniło go tak konkurencyjnym jak nigdy dotąd. I doprawdy nie ma to znaczenia, że te nowe formy rozrywki nie są replikami trup aktorskich z minionej epoki i różnią się też między sobą na wiele sposobów. Dzisiaj konsumenci mogą wybierać nie tylko spośród większego grona producentów, lecz mają także do dyspozycji więcej rodzajów dóbr prawie w każdej dziedzinie życia, niż konsumenci w czasach Adama Smitha. Dostępność gotowych substytutów, a nie jednorodność produktów, kieruje rynkiem konkurencji.

Trzecie założenie wymaga, by konsumenci posiadali wiedzę. Rosnąca konkurencja zarówno co do liczby jak i rodzaju sprzedających zmierza do powiększenia informacji konsumenta. Mając do dyspozycji dwudziestu rożnych sprzedawców obwoźnych konsumenci mogą dokonywać bardziej przemyślanych wyborów, niż to było w czasach, kiedy wiejski producent furmanek był jedynym sprzedawcą w zasięgu drogi. Ponadto mamy do dzisiaj po prostu lepszy dostęp do informacji, niż to miało miejsce 200 lat temu. Na przestrzeni tych 200 lat wprowadzono wiele innowacji: tańsze opłaty pocztowe, masowa produkcja książek, telefon, poczta elektroniczna, rozmnożenie się magazynów konsumenckich, telefaksy i tak dalej. Wszystkie te wynalazki obniżają koszt uzyskania informacji oraz zwiększają jej wiarygodność. W związku z tym, że konsumenci są lepiej poinformowani niż przedtem, model konkurencyjny Adama Smitha pasuje tutaj jak żaden inny.

Założenie czwarte, to obszar, na którym sytuacja się skomplikowała. Smith dowodził, iż należy wyeliminować jakiekolwiek prawne restrykcje przeszkadzające konkurencji. Wiedział, że możliwość wchodzenia nowych firm na rynek jest sprawą kluczową dla tego, by zyski płynące z działania konkurencji mogły kumulować się w społeczeństwie. Jednak dwieście lat później państwa nadal aktywnie hamują konkurencję przez koncesjonowanie umów, wprowadzanie ustaw antytrustowych, nadmierne regulacje, restrykcje nałożone na handel międzynarodowy oraz całe mnóstwo innych środków powstrzymujących potencjalnych konkurentów przed wejściem na rynek. Co ciekawe, restrykcje nałożone na wchodzących na rynek i wychodzących z rynku są często popierane przez tych ludzi, którzy dowodzą, że model wolnego rynku Adama Smitha nie pasuje do rzeczywistości. Jednakże restrykcje nie pozwalają społeczeństwu na wykorzystanie w pełni wolnego rynku – ani w czasach Smitha ani dzisiaj. Wina nie leży po stronie sił rynkowych ani też we współczesnej epoce jako takiej. Restrykcje rynkowe pochodzą z błędnej filozofii interwencji państwowej, która była modna i wyznawana w kołach intelektualnych tak samo 200 lat temu jak dzisiaj.