Jaka byłaby właściwa metoda finansowania rządu w całkowicie wolnym społeczeństwie?

Zwykle to pytanie stawia się w związku z zasadą obiektywistyczną. Głosi ona, że w wolnym społeczeństwie rządowi nie wolno inicjować użycia przemocy fizycznej. Wolno mu natomiast zastosować ją odwetowo przeciw tym, którzy posługują się nią pierwsi. Ponieważ nałożenie podatków jest ucieleśnieniem przemocy, zatem powstaje pytanie: W jaki sposób rząd wolnego kraju miałby zbierać fundusze konieczne do finansowania swoich świadczeń?

W całkowicie wolnym społeczeństwie podatki (a mówiąc ściśle – opłaty za usługi rządowe) byłyby dobrowolne. Ponieważ odpowiednie usługi rządu (policja, siły zbrojne, sądownictwo ) są niezaprzeczalnie potrzebne pojedynczym obywatelom i bezpośrednio wpływają na ich interesy, więc ci zainteresowani obywatele będą (i powinni) chętnie płacić za takie usługi, tak jak płacą za ubezpieczenie.

Problem uprawomocnienia zasady dobrowolnego finansowania rządu i określania najlepszych metod jej praktycznego zastosowania jest bardzo złożony i należy do dziedziny filozofii prawa. Zadaniem filozofii politycznej jest wyłącznie ustanowienie charakteru tej zasady i wykazanie jej wykonalności. Wybranie konkretnej metody realizacji jest obecnie bardziej niż przedwczesne. Wynika to z faktu, że zasada ta będzie wykonalna jedynie w całkowicie wolnym społeczeństwie, czyli w takim, którego rząd zostanie konstytucyjnie zmuszony do wykonywania swoich właściwych, podstawowych funkcji. Istnieje wiele możliwych metod dobrowolnego finansowania rządu. Jedną z nich jest (stosowana w niektórych państwach europejskich) loteria rządowa. Są też i inne.

Jako ilustrację, i wyłącznie jako taką, rozważmy następującą możliwość. Otóż jedną z najbardziej niezbędnych usług, którą tylko rząd może wyświadczyć, jest ochrona umów kontraktowych zawieranych przez obywateli między sobą. Przyjmijmy, że rząd miałby chronić (tj. uznać za prawnie ważne i obowiązujące) tylko te kontrakty, które ubezpieczono, uiszczając składkę (na rzecz rządu) w postaci prawnie ustalonego procentu od sum, na które opiewa transakcja kontraktowa. Takie ubezpieczenie nie byłoby obowiązkowe. Nie nakładano by kary prawnej w żadnej formie na nie ubezpieczających się. Obywatele mieliby swobodę zawierania werbalnych porozumień czy też sygnowania nie ubezpieczonych kontraktów według swojego uznania. Jedyną konsekwencją byłby fakt, że realizacja takich porozumień lub kontraktów nie byłaby uprawomocniona. W przypadku ich zerwania strona pokrzywdzona nie mogłaby szukać zadośćuczynienia w sądzie.

Wszystkie transakcje kredytowe są porozumieniami kontraktowymi. Transakcja kredytowa to taka, która uwzględnia upływ czasu pomiędzy zapłatą a uzyskaniem towarów czy usług. Ta formuła odnosi się do ogromnej większości transakcji ekonomicznych w złożonym społeczeństwie przemysłowym. Jedynie niewielka część całej gigantycznej sieci transakcji kredytowych kończy się w sądzie, ale funkcjonowanie całej owej sieci jest możliwe dzięki istnieniu sądów. Gdyby nie było ochrony prawnej, cała ta struktura rozpadłaby się z dnia na dzień. To właśnie usługowa funkcja rządu jest tym, czego obywatele potrzebują, na co się zdają i za co powinni płacić. Pomimo to współcześnie ta funkcja jest sprawowana bezpłatnie i jest równoznaczna (w rezultacie) z subwencją.

Kiedy rozważy się ogrom bogactw objętych transakcjami kredytowymi, można się przekonać, że procent wymagany do zapłacenia za rządowe ubezpieczenie byłby nieskończenie mały (o wiele mniejszy od składek za ubezpieczenie innego typu), lecz wystarczający na opłacenie pozostałych funkcji odpowiedniego rządu. (W czasie wojny wysokość opłat mogłaby być prawnie podnoszona, zależnie od potrzeb. Można byłoby również ustanowić inne, choć podobne metody uzyskiwania funduszy na ściśle określone potrzeby wojenne).

Ten osobliwy „projekt” prezentuje się tu jako pewną ilustrację potencjalnego sposobu potraktowania całego zagadnienia. Nie ma on służyć jako definitywne rozwiązanie ani jako program zalecany na dzisiejsze czasy. Trudności natury prawnej i technicznej, które mu towarzyszą, są przeogromne. Stanowią je takie kwestie, jak, po pierwsze, potrzeba wprowadzenia żelaznego warunku konstytucyjnego, aby umożliwić rządowi dyktowanie treści prywatnych kontraktów (problem istniejący obecnie, wymagający dużo więcej obiektywnych definicji). Po drugie, istnieje potrzeba norm (lub gwarancji) obiektywnych w celu ustalenia wysokości opłat. Tej kwestii nie można pozostawić arbitralnej woli rządu etc.

Program dobrowolnego finansowania rządu jest ostatnim, a nie pierwszym krokiem na drodze do wolnego społeczeństwa. Jest też ostatnią, a nie pierwszą zalecaną reformą. Sprawdzi się wyłącznie po ustanowieniu elementarnych zasad i instytucji właściwych wolnemu społeczeństwu. W dobie obecnej nie mógłby funkcjonować.

Obywatele uiszczaliby dobrowolnie opłaty zabezpieczające ich kontakty, ale nie płaciliby takich składek dobrowolnie w celu zabezpieczenia się przeciw kambodżańskiej agresji. Nie chcąc działać wbrew swoim interesom, producenci sklejki z Wisconsin ani ich robotnicy nie płaciliby ich również, gdyby należało wspomóc rozwój tegoż przemysłu w Japonii.

Program dobrowolnego finansowania rządu (wystarczający na opłacenie prawowitych funkcji odpowiedniego rządu) nie wystarczyłby na udzielenie mu zasłużonego wsparcia dla całego globu; takiego zapotrzebowania nie pokryłoby żadne opodatkowanie, chyba że doszłoby do samounicestwienia wielkiego państwa. Jednak nawet wtedy efekt byłby tymczasowy. Z dnia na dzień nie uda się stworzyć wolnego społeczeństwa – podobnie jak nie dokonano pełnego rozwoju środków kontroli, opodatkowania oraz „zobowiązań rządowych” w kraju [mowa o USA – przyp. tłum.]. Proces tworzenia wolnego społeczeństwa przebiegałby znacznie szybciej niż proces zniewalania, gdyż fakty byłyby jego sprzymierzeńcem. Pomimo to niezbędne jest, aby przebiegał on stopniowo. A jakikolwiek program dotyczący dobrowolnego finansowania rządu powinien być uważany za cel na odległą przyszłość. To, co rzecznicy całkowicie wolnego społeczeństwa obecnie muszą wiedzieć, dotyczy wyłącznie zasady, według której cel ów ma być osiągnięty.

Zasada dobrowolnego finansowania rządu opiera się na następujących przesłankach: 1) rząd nie jest właścicielem dochodów obywateli, stąd nie może posiadać carte blanche na owe dochody; 2) charakter odpowiednich usług świadczonych przez rząd musi być konstytucyjnie zdefiniowany i mieć określone granice, tak by nie pozostawić rządowi żadnej mocy do zwiększania zakresu jego usług według jego arbitralnego uznania. Konsekwentnie, zasada dobrowolnego finansowania rządu uważa rząd jedynie za sługę obywateli, nie zaś za ich władcę. Rząd to pośrednik, któremu należy płacić za świadczone usługi, a nie dobroczyńca, którego usługi są bezpłatne, i który rozdaje coś za nic.

To ostatnie, wraz z pojęciem obowiązkowego opodatkowania jest jedną z pozostałości czasów, w których rząd uważano za wszechmocnego władcę obywateli. Monarcha absolutny, mający w posiadaniu wytwory pracy, energię, dochody , własność prywatną i życie swoich poddanych, musiał być nie opłacanym „dobroczyńcą”, obrońcą i dysponentem przywilejów. Taki monarcha uważałby płacenie mu za jego usługi za akt osobistego poniżenia. Dokładnie taką samą postawę reprezentują, kierując się atawistyczną mentalnością, jego następcy w linii duchowej (reszta europejskiej arystokracji feudalnej o wielowiekowych tradycjach oraz współcześni orędownicy państwa dobrobytu), ciągle uważając zasłużone, komercyjne dochody za poniżające i moralnie ustępujące dochodom nie zapracowanym, uzyskiwanym z kradzieży lub szabru; z darów charytatywnych lub w wyniku użycia przemocy przez rząd.

Kiedy uważa się jakiś rząd (niech to będzie monarchia czy parlament demokratyczny) za dostawcę bezpłatnych usług, to wkrótce zacznie on powiększać ich zakres i sferę działalności prowadzonej bezpłatnie (obecnie taki proces nazywa się wzrostem sektora państwowego w gospodarce) aż do czasu, kiedy stanie się – a jest to nieuniknione – instrumentem rozgrywek między grupami nacisku, ugrupowaniami ekonomicznymi, które okradają się nawzajem doszczętnie.

W tym kontekście przesłanką, którą należy przeanalizować (i zakwestionować), jest pierwotne przekonanie, że wszelkie usługi rządowe powinny być świadczone obywatelom bezpłatnie (nawet usługi prawnie uzasadnione). Po to, by amerykańską koncepcję rządu jako sługi obywateli w pełni przełożyć na język praktyki, należy uznać rząd za płatnego sługę. Następnie, mając taką podstawę, można przystąpić do obmyślenia stosownych metod bezpośredniego powiązania dochodów rządowych z usługami świadczonymi przez rząd.

Można zauważyć na powyższym przykładzie, że koszty takiego dobrowolnego finansowania rządu byłyby automatycznie proporcjonalne do skali działalności ekonomicznej jednostek. Stąd, obywatele o najmniejszych możliwościach ekonomicznych (rzadko, jeśli w ogóle, angażujący się w transakcje kredytowe) zostaliby zwolnieni od opłat, nadal ciesząc się korzyściami wynikającymi z prawnej ochrony sił zbrojnych, policji i sądów do spraw wykroczeń. Korzyści te można uznać za premię (bonus ) ze strony obywateli o większych możliwościach ekonomicznych na rzecz tych, których możliwości ekonomiczne są mniejsze – bez poświęceń ze strony tych pierwszych. W imię własnych interesów zamożniejsi obywatele muszą łożyć na utrzymanie sił zbrojnych w celu obrony swego kraju przed napaścią zbrojną. Ich wydatków nie zwiększa fakt, że marginalna liczba ludności nie może wnosić swego wkładu do tych kosztów z ekonomicznego punktu widzenia ta marginalna grupa nie istnieje, kiedy w grę wchodzą koszty wojenne. To samo stwierdzenie zachowuje słuszność w odniesieniu do kosztów utrzymania sił policyjnych. I w tej kwestii interes własny obywateli zamożniejszych nakazuje im finansować koszty ścigania przestępców, bez względu na to, czy konkretna ofiara danego przestępstwa jest zamożna czy nie.

Istotne jest, by uzmysłowić sobie fakt, że bezpłatna ochrona tych, którzy na nią nie łożą, jest korzyścią pośrednią i jedynie marginalną konsekwencją interesów własnych i wydatków tych, którzy tę ochronę finansują. Premii tego typu nie uda się zwiększyć tak, aby objęła ona korzyści bezpośrednie, lub by twierdzić (jak to czynią orędownicy państwa dobrobytu), że bezpośrednia jałmużna dla tych, którzy nic nie produkują, leży we własnych interesach producentów. Ową różnicę, w skrócie rzecz biorąc, wyraża poniższy przykład. Jeśli kolej uruchamia pociąg i zezwala ubogim na podróżowanie za darmo w miarę wolnych miejsc, to nie jest to działaniem ani tym samym, ani opartym na tej samej zasadzie jak zapewnienie im wagonów pierwszej klasy i pociągów specjalnych.

Dobrowolny, dopuszczalny między ludźmi typ wsparcia nie wymagający ofiar, zasiłku socjalnego, bezpłatnego zysku lub darowizny jest możliwy tylko w wolnym społeczeństwie i tylko wtedy, gdy nie wymaga poświęceń. w wolnym społeczeństwie (w systemie dobrowolnego finansowania rządu) nie byłoby żadnej luki prawnej ani prawnej możliwości redystrybucji majątku. Niemożliwe byłoby , aby jedni obywatele otrzymali niezasłużone wsparcie w wyniku przymusowej pracy i pozbawienia dochodów innych obywateli. Nie byłoby miejsca na drenaż, wyzysk i ruinę tych, którzy są zdolni ponosić koszty utrzymywania cywilizowanego społeczeństwa na rzecz tych, którzy nie mogą lub nie są skłonni opłacać kosztów zapewniających ich własną egzystencję.